Like

środa, 26 lipca 2017

Cała prawda o Olsztynie

Od dłuższego czasu ponownie siadam za biurkiem przed komputerem i piszę coś tutaj. Domyślam się, że
mało kto w ogóle tutaj zaglądał odkąd moje posty dość rzadko zaczęły się tutaj pojawiać. Odsunęłam się od
sfery blogowej głównie przez szkołę, inne zajęcia i ten brak motywacji "co ja mogłabym tutaj napisać".
Ale chyba żeby zacząć coś zupełnie od nowa trzeba zakończyć pewien rozdział wyjaśnieniami. Więc jaki rozdział
się dla mnie zakończył? Otóż szkoła średnia. Pamiętam, jak kończyłam gimnazjum, moje dawne przemyślenia,
możecie przeczytać tutaj. Czytając teraz ten dawny post pamiętam swoje obawy, pamiętam swoje lęki, zmartwienia
oraz to, że sama dokładnie nie wiedziałam co mnie czeka przez najbliższe miesiące oraz 3 lata. Taka prawda,
nikt tego nie wiedział, nikt nie mógł powiedzieć jak długo potrwa moje zaklimatyzowanie się w nowym miejscu
tak jak i radzenie sobie w wielu sytuacjach. Ale.... zacznijmy od początku. 
Wybrałam szkołę średnią w Olsztynie, w mieście znajdującym się od mojej miejscowości o niemal 90 km.
Dlaczego tak? Otóż z takimi pytaniami spotykałam się bardzo często "Dlaczego Olsztyn? Dlaczego akurat tam?
Bliżej szkoły nie było?". Przez dużą częstotliwość zadawania takiego typu pytań już później odpowiadałam bez
stresu, a wręcz przeciwnie śmiejąc się "tak, nie było szkoły bliżej". Ale moja odpowiedź brzmiała "bo tak chciałam". 
Z tego miejsca bardzo dziękuję rodzicom za te zaufanie i po prostu za wszystko, w wieku 16 lat byłam sama,
kompletnie sama bez rodziców w większym mieście. Oczywiście nie czuję się jedyną osobą która tak miała.
Wiem o tym, że wiele osób mieszkało w internatach albo też na stancjach aby uczyć się w szkole w większym mieście.
Czułam, że bylam na to gotowa, ale przecież nie wiedziałam co mnie spotka, jakie problemy życia codziennego,
życia w samotności w tak młodym wieku przyniesie mi świat.. Nic nie mogłam przewidzieć. Ale to wszystko
co mnie spotkało czuję, że umocniło mój charakter. Dość szybko poznałam ten świat kiedy większość spraw, rzeczy
muszę ogarnąć ja sama, bez pomocy rodziców, bo ich po prostu obok nie było. Nie miał mnie kto zawieść,
odwieść gdzie tylko chciałam, dlatego musiałam sama nauczyć się radzić w takich sytuacjach. Może dlatego
aktualnie bardzo dobrze znam Olsztyn i mniej więcej wiem jak dojechać do większości miejsc. Może to
dla większości z was nie być żaden wyczyn, ale dla mnie jest. Dałam radę, sama, jak i z pomocą moich
przyjaciół. Ale o nich później... :)
Moja historia związana z Olsztynem zaczyna się od tego, że nie dostałam się ani do bursy ani przede wszystkim
do wymarzonej dla mnie szkoły. I od tamtego czasu zaczął się stres, obawy i pytania "co dalej?". Otóż miejscem
mojego pobytu nie była bursa ze względu na papierologię którą tam się wypełnia, po prostu nie spełniałam wymagań.
Moim miejscem była stancja, przez pierwszy rok wynajmowałam pokój mieszkając u pewnego starszego małżeństwa.
Pokój malutki w którym miałam dosłownie wszystko (oczywiście prócz toalety XD), dobra lokalizacja,
niedaleko do przystanku i sklepów, czego chcieć więcej? Wiem, jak teraz część ludzi wybierających się na studia
obawia się mieszkania z nieznajomymi, czy z ludźmi uczącymi się, a tym bardziej raczej nie chcieliby
mieszkać jak ja w pierwszym roku. To prawda, to było trudne. Choć w większości razem z ludźmi z którymi
mieszkałam rzadko "wchodziliśmy sobie w drogę". Także, pomieszkiwałam sobie tam, wracając co weekend do domu.
Z tego co pamiętam, dwa razy zostałam tylko na weekend z czego również wyszły komplikacje. Tak jest,
jesteś młody, mieszkasz u ludzi którzy mogą mieć pretensje do Ciebie o wszystko myśląc, że mogą mieć
nad Tobą pełną kontrolę i zarzucać Ci czegoś, czego nie zrobiłaś. Miałam taką sytuację, jednak została ona
jak najszybciej wyjaśniona pozytywnie po mojej stronie. Ale tych nerwów jakie wtedy miałam.. to przeżyłam.
Co się stało ze mną jak nie dostałam się do mojej wymarzonej szkoły? Kilka podań, 'latania' i spotkania na rozmowach
aby tylko osiągnąć to i być tam gdzie się chce być - wygrana. Byłam tam gdzie chciałam być i wyboru szkoły
za nic w świecie nie żałuję. Mogę mieć pretensje o kilka aspektów związanym z nauczaniem czy innymi sprawami,
ale - nie ma szkoły idealnej dla każdego. Ja bardzo się cieszę, ze swojego wyboru, od pierwszego dnia
czułam to. Doszłam do nowej klasy co prawda po dwóch tygodniach, kiedy większość osób już była ze sobą
poznana, nawiązywały się nowe przyjaźnie i nie wiedziałam, czy uda mi się nawiązać po prostu jakąś znajomość.
Ale... od pierwszego dnia również moje wątpliwości poszły w zapomnienie.

Olsztyn to przede wszystkim ludzie. Ludzie których poznajesz, spędzasz czas, dzielisz się swoimi zmartwieniami,
smutkami ale też podzielasz swoją radość i szczęście i to wszystko z wzajemnością! Przyjaźnie i bardzo dobre
koleżeństwa nawiązałam, nawet nie wiedziałam, że poznam aż tylu serdecznych mi ludzi..
Wszystko zaczęło się już pierwszego dnia. Nie wiesz czy to będzie przyjaźń, czy tylko chwilowe koleżeństwo.
Zupełnie jak w przedszkolu albo w podstawówce. Tej chwili nie zapomnę chyba do końca życia, bo była
zabawna ale też urocza. "Weź kawałek czekolady, bo jak nie... to się obrażę!" do dziś miło wspominam tą
chwilę. Ten "szantaż emocjonalny" który zapoczątkował przyjaźń, która wiele przeżyła i bardzo dużo dla mnie
znaczy po dziś dzień. Ciepła osoba, która jak z amerykańskich filmów potrafila do mnie przyjechać ze
słodyczami i pudełkiem lodów i wysluchiwać moich smutków. Która zabierała mnie wszędzie ze
sobą i robiła najlepsze suprajsy na  świecie, które ciągle wywołują u mnie uśmiech na twarzy jak tylko
o nich pomyślę. Ona wraz ze wspaniałym kierowcą i kilkoma innymi, świetnymi osobami mogliby mnie zawieść
na konieć świata... albo i jeszcze dalej! <3 Pamiętam, jak moja chrzestna mówiła mi przez telefon "przyjaźnie z liceum będą na
całe życie", czy tak będzie z każdą moją znajomością z liceum, albo chociaż z większością? Wiem, że to
tylko i wyłącznie czas pokaże.
Przyjaźnie to też splot przypadków, jedna impreza, sytuacja, pewien temat rozmowy, to, że usiądziesz w
tym jednym danym miejscu a nie w innym i tak to się dalej potoczy. I tak się właśnie stało, moje kochane
ćwiartki to o was! Z nami było tak z przypadku, w pierwszej klasie kto by pomyślał nawet o tym, że coś mogłoby
nas łączyć więcej niż tylko koleżeństwo w klasie, kto by pomyślał, że aż tak dobrze możemy się zgrać i
nawzajem dopełniać? Wspólnie z ćwiartkami podbijałyśmy świat, haha. Osoba, która dzwoniła do mnie tylko
po to żeby zapytać co robię i jak się czuję, która dzwoniła za każdym razem kiedy coś się działo i obiecała,
że może rozwalić czyiś dom swoim autem, to ta dziewczyna, nasz pirat drogowy, posiadający mnóstwo
umiejętności i mający najbardziej przypałowe pomysły z nas wszystkich. Jest i też osoba, której akcent i
odzywki jakie zapoczątkowała, a później każdy to powtarzał zapamiętam na długo. Która pomimo mało
wiary w siebie i w swoje możliwości, ma wielkie serce i siły w sobie jaką może pozazdrościć jej każdy.
Jest i też kolejna moja ćwiartka która potrafi przyjechać specjalnie dla mnie 50 km, żeby tylko otrzeć moje
łzy i pouczyć się do matury, z którą nawet poza granicami Olsztyna przypały były odgrywane i mimo tej
twardej kobiety jaką jest, jest też wrażliwa i ma ciepłe serce. Ćwiartki to my, 4 dziewczyny tworzące pewną
całość, które nieważne ile się nie widziały, ile by nie rozmawiały i ile by nie przeżyły.. są razem. Tak było i nadal jest
i niech trwa jak najdłużej!
Po ćwiartkach mogę powiedzieć coś również o innych którzy są w moim sercu. To Ty, moja Lana del Ray,
od początku szkoły tak zostala zapisana w moim telefonie i tak jest. Szoping kłin, która najlepiej zna mój gust
i najlepiej mi we wszystkim doradzi. Nie jeden koncert za nami, dwa marzenia spełnione wspólnie i jeszcze
tyle w planach aby wspólnie osiągnąć swoje marzenia! Najlepsze tosty w Olsztynie, są u tej pani! Mała, drobna
osóbka, ale o potężnej determinacji jaką nie raz udowodniła i za to ją podziwiam.
Jest tu także moja początkowo
sąsiadka z ławki z angielskiego, ale to by było za smutne jakby miało się na tym zakończyć, prawda? :D
Najlepszy pracownik miesiąca, gdziekolwiek się nie zatrudniła, zawsze będziemy pamiętać Twoją pierwszą
pracę :D Tancerka, która pomimo tego, że dopiero w drugiej klasie liceum zaczęła swoją przygodę z tańcem, wymiata.
I uwierzcie mi, oczy mi się świeciły z dumy widząc swoją przyjaciółkę na pokazie tańca! Rzadkie obiady
piątkowe jak i sprawdzanie Twojej wtorkowej obecności na zajęciach to tylko z Tobą.
Moją kolejną osobą jest pewien głodomor, który jak tylko coś jadł, wiedział co powiem.. "3 godziny później", haha!
Osoba która śmiechem zaraża każdego i taka która porafi szczerze śmiać się ze swoich przypałów i pozwala na to
innym, jakie by one nie były :D Osoba od spraw niemożliwych :D
W Olsztynie też poznałam drugiego wielkiego żarłoka, który często chciał coś do "pociumkania" :D
Była jeszcze jedna z osób która wszędzie, gdziekolwiek byśmy się nie widziały, witała mnie uśmiechem
i swoją latynoską urodą! Najwcześniej była w szkole, prawo jazdy bmw to tylko jej specjalnośc, a teraz
moze śmigać czerwoną kometą :D
Kolejną osobą jest przemiły osobnik o wielkiej pasji która jest jak najbardziej uniwersalna. Nie poznałam nigdy
wcześniej aż takiej osoby która by aż tak dosłownie wszystko wiedziała o swojej pasji, a przecież
siatkówka to temat rzeka, prawda? Świetny tancerz z którym bez kawałków Beyonce nie ma imprezy!
Ludzi których cenię, z którymi miałam dużo wspólnego i których bardzo mile wspominam jest bardzo
bardzo dużo. Dwie pary nasze klasowe, tak właściwie prawie klasowe :) Wielka artystka której od początku
kibicuję jak najlepiej i której bardzo gratuluję sukcesu jaki osiągnęła. Chłopak, głównie znany od świetnego
głosu, ale przede wszystkich ze swoich ogromnych zdolności. Kolejna bardzo urocza para, to Ci, którzy
odkąd prawie co ich poznałam stali się parą, mam z nimi wiele miłych wspomnień; nie jedna impreza,
okienko i żarciki kosmonauciki o kraciastych spodniach, hehe XD
Kolejna osoba to ta z którą obie wiemy, żeby w życiu popełniać jak najmniej blondów! <3
Osoba z którą co prawda tylko raz wyszłam na rolki po Oln, która jest największym sportowym świrem
jakiego znam!
Jest też mój największy olsztyński fan tego właśnie bloga, którego pozdrawiam!
I Ty, G. Ciebie będę pamiętać za godziny niekończących się rozmów które będę miło wspominać.



Tych o których napisałam tutaj garstkę oraz tych których poznałam przez całe te 3 lata będę
 wspominać najmilej.
Każdy gest, rozmowa, uśmiech, za wszystko dziękuję tym osobom które poznałam. Chwilowe,
krótkie znajomości,
czy też te z którymi po dziś dzień mam kontakt. Od wszystkich po 'trochu' czegoś się nauczyłam i
dziękuję za to, że mogłam Was wszystkich poznać.
Bałam się tego kroku, tego gdzie będę, kogo poznam.  Ale wiem, że to była najlepsza decyzja w
moim życiu. A co dalej? Życie i czas pokaże gdzie dalej podzieje się Jullieu.



Trzymajcie się!

saluuuuuuuuuuuuut




edit:post powstawał ponad miesiąc, albo i jeszcze więcej XD

niedziela, 9 października 2016

PRAWO JAZDY

Prawo jazdy, co, gdzie, jak i dlaczego?
W tym poście chciałabym  wam opowiedzieć o swoim kursie na prawo jazdy. Uczuciach przed jak i po. 
Bardzo się zastanawiałam gdzie zrobić prawo jazdy. Z racji z tego że często wracam do domu na weekend
zamysł jeden byl taki żebym zrobiła prawko w Mławie. Niestety logicznie myśląc jakby dobrze poszlo,
jeździłabym piątek - sobota - niedziela. Oczywiście przy dobrym zorganizowaniu swoim i swojego instruktora. 
Autobusy do Olsztyna miałam jakie miałam więc jazdy musiały odbywać się jeszcze w niedzielę w południe,
a czy dużo ludzi jest takich aby poświęcić ten czas nie dla rodziny a na prace i jazdę z kursantem? Tak, wiem.
Jest dużo szkół w których można jeździć w niedziele, jednak pewnie nie zdarzało by sie często. Wiem, ze teraz mówię
o tym z przekonaniem, bo już jest po wszystkim i wiem, że ten kurs w Mławie niekoniecznie by mi wypalił,
jako że nie zrobiłabym go szybciej niż kilkanaście tygodni. Myślałam również o wakacjach, wtedy kiedy jestem
w domu jednak chciałam zrobić kurs szybciej i w inny sposób ogarnąć sobie wakacje. Więc wszystko uzgodnione -
- szkoła w Olsztynie, gdyż spędzam tam większą część tygodnia i lepiej będzie mi to wszystko zgrać. Wybór
szkoły był trudnym wyborem. Kwota za kurs wszędzie wynosi mniej więcej tak samo, więc chodziło mi 
bardziej o to jak wyglądają wykłady, jazdy i po prostu wiadomo - dużo świadczy o zdawalności kursantów
w danej szkole. Sprawdzałam opinie w internecie, wiele recenzji (na koniec roku kalendarzowego dowiedziałam
się, że zliczają to za którym razem zdał kursant z danej szkoły i wszystko jest pokazane w statystykach). 
Tak więc wybrałam wiele szkół, chodziłam osobiście dopytywałam się jak to wszystko w danej szkole wygląda.
Pomyślicie "Po co?" skoro wszędzie niby jest tak samo. Jednak nie, co szkoła to inne zwyczaje i inaczej
moim zdaniem z rozmów w biurach jak i telefonicznych wygląda. Moi znajomi będący w trakcie kursu, lub
już po polecali bądź nie wiele szkół, jednak ja wybrałam kompletnie inną. Zaryzykowałam, w końcu wszędzie
nauczą mnie jeździć, więc chciałam pójść do innej i zobaczyć jak tam jest, bo jednak pewną renomę jednak miała.
Więc nie była to jakaś byle jaka szkoła. Miałam do wyboru opcję albo z wykładami, lub z e-learning'iem.
Wybrałam opcję z wykładami, gdyż z opinii znajomych dowiedziałam się, że po części warto chodzić, gdyż 
można się wiele nowych rzeczy dowiedzieć i zapamiętać w przyszłości. I powiem wam szczerze, bez żadnych
złotych gór polanych miodem i mlekiem XD wykłady czasami były męczące dla mnie. Trwały 3 godziny,
ja byłam zmęczona po szkole, więc kolejne godziny siedzenia na tyłu mnie męczyły. A jak jesteś zmęczony to
wszystko Ci może nie odpowiadać - wiadomo :D Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które faktycznie 
utkwiły mi w pamięci i pamiętam je do teraz. Wykłady jak to wykłady, czasami nudzące, jednak wykładowca
wprowadzał pewne 'przerywniki' w których opowiadał coś ze swojego doświadczenia. Na mój kurs, jako że
wykłady uczęszczali również ludzie zdający na inną kategorię niż B więc oni również ze swojego doświadczenia
mówili o różnych sytuacjach jakie mają miejsca na drodze i jak zachowują się inni (tak to fachowo brzmi) 
'uczestnicy ruchu drogowego'. Kończąc wykłady trochę było żal, że już nie posłucham tych sytuacji 'z życia
kierowcy', jednak czas był na jazdy. Ale! Ostatnim moim wykładem, był wykład z pierwszej pomocy z ratownikiem.
Wiele opinii również na ten temat slyszałam w wielu szkołach, że różnie to bywa. Ja miałam bardzo ciekawe
te zajęcia. Ratownik mówil o przepisach, ale nie był typowym służbistą, potrafił trafić swoją rozmową jak i
poczuciem humoru jaki dodawał do każdego który był na sali. 
Dalej o jazdach! Bo na to każdy czeka idąc na prawko! :D 
Byłam trochę zestresowana, gdyż pierwsza jazda... Ale instruktor okazał się bardzo miły. Chwilę rozmawialiśmy
o sobie, żeby trochę się poznać, nie mówię, że powiedzieliśmy sobie cały życiorys, ale ogólnie gdzie się
uczę i może jakie plany na przyszłość? Ale to tyle o krótkiej zapoznawczej rozmowie na pierwszej lekcji :D
Pojechaliśmy na placyk. Instruktor wytłumaczył mi jak będą wyglądać nasze zajęcia i o podstawach początkach
jazdy. Pojeździłam po placyku na 1 i 2 biegu, do przodu do tyły, skręcając przy używaniu 'mrygaczy'.
 To było na tyle. Znajomi mówili mi, ze jak instruktor zobaczy że już ogarniasz jazdę, to do szkoły TY
kierujesz jazdę. Jak to usłyszałam pomyślałam, że to może być coś! Jednak będąc wtedy na pierwszej jeździe
po prostu o tym zapomniałam, skupiłam się na tym co robiłam i o niczym innym nie myślałam. Kiedy prawie
zbliżał się koniec jazd i trzeba było już wracać do szkoły instruktor zaproponował mi czy nie chcę wracać.
W tamtym momencie byłam szczęśliwa lecz zmieszana - czy dam radę? czy sobie poradze? Miałam wątpliwości,
ale z racji z tego, że lubię ryzyko podjęłam się tego!
Pomyślicie, po co piszę o pierwszej jeździe? Dlatego, że moja była bardzo zaskakująca. Jeszcze
przed wyjazdem z placyku instruktor zauważył, że coś jest nie tak z jedną oponą, po opatrzeniu -
- kapeć. I co tu robić? Ja już szczęśliwa z powodu powrotu a tu się okazuje, że plany się zmieniły.
Placyk mojej szkoły był w dzielnicy przemysłowej na której co drugi zakład to albo fabryka albo warsztat
samochodowy. Było już po 17 także część była już pozamykana ale udało nam się  znaleźć taki gdzie mogliśmy
zreperować oponę. Tak właściwie nic nie robiłam wtedy, kiedy instruktor poszedł, miałam za zadanie pilnować
auta także nie przyczyniłam się za dużo do uratowania opony :D Myślałam, że po zmianie opony z
 racji z tego że instruktor miał kolejną  jazdę, on wróci żeby było szybciej i sprawniej, jednak...
Ponownie zaproponował mi żebym jechała to pomyślałam - OK! Jak to na początku bywało, zgasło mi
auto, stres, zakłopotanie, chcesz wszystko zrobić jak najszybciej ale nie da rady. Jednak szybko się
rozkręciłam. Uwielbiałam jeździć co również teraz uwielbiam :D

Jak egzamin?
O teoretycznym nie powiem, bo właściwie.. co tu mowić. Moja rada - rozwiązywać testy testy i jeszcze
raz TESTY, gdyż mi połowa pytań trafiła się identycznych na  egzaminie. A co do jazdy..
Nie powiedziałam nikomu o tym, że zdaję, nie chciałam dostawać wiadomości "powodzenia" i
innych takiego typu, chciałam zobaczyć jak sobie poradzę sama z tak ważnym egzaminem, na którym
nikt nie będzie trzymał mnie za rękę i nie da 'kopa na szczęście'. Był to ostatni tydzień czerwca, kiedy
nikt nie chodził praktycznie do szkoły także znajomi niczego się nie domyślili :D
Czekałam na swoją kolej już na placyku, a dokładniej w budynku obok. Próbowalam się czymś zająć,
jednak czym? Czytać książkę? Jest możliwość, że skupię się na czytaniu i nie usłyszę jak mnie wyczytują,
bądź nie skupię się na czytaniu więc po co. Telefon wyciszyłam, włączyłam tryb samolotowy, żeby nic ani nikt
mi nie przeszkadzał pisząc coś do mnie. Skupiłam się na samochodzie którym chciałabym jeździć. To mnie
uspokajało jak upatrzyłam sobie swój cel. Pewnie szczęściem by było jakby to się spełniło, prawda?
Jednak się nie spełniło ale jechałam mało oznakowanym "egzaminem" i kolor był ten sam jaki chciałam..
także nie było aż tak źle :D Szczerze mówiąc, na egzaminie byłam najbardziej skupiona ze wszystkich moich
jazd. Na jazdach zawsze słuchałam muzyki, rozmawiałam z instrktorem, byl ktoś obok przy kim czułam
się pewnie, bo wiem, ze poprawiłaby mnie gdybym zrobiła/miała zrobić coś nie tak. Więc wtedy na egzaminie
musiałam być sama, bez nikogo. Patrząc po trasie którą jechałam, lekko nie miałam, ale dalam radę!
Stres był kiedy egzaminator zapytał się po prostu gdzie się uczę i tyle - pewnie większość osób miała
jakąś krótką luźną rozmowę na egzaminie. Wtedy musisz skupić się na jeździe i dodatkowo - coś
odpowiadać. Nie w trakcie jazdy, jednak jak stałam i czekałam na światłach, akurat przed podobno
największym rondem - największą zgrozą w Olsztynie, ale.... dałam radę! Na sam koniec egzaminu
instruktor zapytał jak bym oceniła swoją jazdę i tu w ciągu pięciu sekund miałam tysiąc myśli pod
tytułem "być skromna czy powiedzieć prawdę" haha, tak! Więc moja odpowiedź brzmiała "bardzo dobrze
mi się jeździło". Wtedy instruktor powiedział, że zdałam i pogratulował mi. Koniec! W drodze do wyjścia
krótko jeszcze porozmawiałam z egzaminatorem i podzwoniłam po wszystkich najbliższych, zdałam! :)
Większość wakacji byłam w domu także chcialam jak najwięcej jeździć i tak było. Teraz już trochę mniej,
ale jak jestem to tylko z tego jak najwięcej korzystam :)


Więc.. jeśli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, bądź dopytać się o coś bardziej co napisałam to
śmiało piszcie! Oraz jeśli sami macie jakieś przygody z kursem na prawko bądź z egzaminu to też piszcie w
komentarzach! :)


miałam zdjęcie wymiany koła, aczkolwiek zaginęło w akcji :(



"zdjęcie nieidealne na insta"



SALUT

PS: chciałabym bardzo pozdrowić pewnego czytelnika! :)

niedziela, 4 września 2016

"To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, do dopiero koniec początku"

Hejka! 
Jak już sami zauważyliście, na blogu praktycznie mnie nie ma. Kiedyś posty pojawiały się częściej, wypełnione
mnóstwem zdjęć i opisów, jednak teraz już tego po prostu nie ma. Czemu? Właściwie sama nie wiem.
Trudno się przyznać, ale zawsze jest coś, wiem, dużo ludzi posiada blogerów i są w tym systematyczni, nie to
co ja teraz. Jednak zawsze jest coś, a to mało zdjęć, a to o czym tu napisać. Przykro pisząc, może nie wiem 
sama co by was tutaj zaciekawiło, czy wątki z mojego życia, przeżyć, to gdzie byłam, co zobaczyłam i czego
doświadczyłam, czy coś "z innej beczki". Mam wiele pomysłów aczkolwiek nie wiem czy uda mi się je zrealizować,
lecz! Będę się bardzo starała, gdyż myślę, że to może być ciekawe :D Co u mnie? 4 wrzesień 2016, a ja
w klasie maturalnej. To tak poważnie brzmi! Prawda? :D Pamiętam to jak wczoraj jak kończyłam gimnazjum
i powtarzałam treść swojego przemówienia "To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, do dopiero
koniec początku". Tak, teraz mogę śmialo zgodzić się z tymi słowami, gdyż po ponad dwóch latach widzę
różnicę. Różnicę wynikającą z mojego aktualnego trybu życia, różnicę między gimnazjum a moim liceum. 
Z czasem wszystko, jakiekolwiek sytuacje każdy z nas widzi już inaczej. Bez emocji, wielkich uniesień,
bo wszystko to to już jest przeszłość, to już jest za mną. Jedno wiem, że zmieniłam się. Zmieniłam się, na lepsze
dzięki swoim najbliższym (rodzinie) w których mam ogromne wsparcie. Nie mówię tu tylko o rodzicach, ale
autentycznie w całej rodzinie mam ogromne wsparcie i wszyscy trzymają za mnie kciuki i wierzą we mnie.
Nie mówię o tym żeby się chwalić, lecz sama jestem pod wielkim wrażeniem swojej więzi ze swoją rodziną. 
Zawsze byłam "tą najmłodszą" z którą fajnie było bawić się tak kiedy była mała, jak "młodsza siostra".
Mam dużo kuzynów, z czasem nasz kontakt przybierał różne oblicza. Ale ten rok, jak i poprzedni pokazał mi
jak to teraz na prawdę wygląda. Mianowicie moje urodziny były w lutym. Ten kto pamięta, bądź nie (wierzę,
że mam nowych czytelników dla których ten post jest pierwszym bądź jednym z pierwszych) co roku całą
rodziną spotykamy się na zjeździe rodzinnym, to nasza tradycja. W tym roku obchodziłam swoje osiemnaste urodziny
i jak wspominałam miałam je w lutym. Niestety okoliczności nie pozwoliły żebyśmy calą rodziną spotkali się wtedy.
Jednak spotkaliśmy się w te wakacje. Ja o swoich urodzinach zapomniałam, w końcu były już parę miesięcy temu.
Podczas rodzinnego spotkania, 'gryla' i wspólnym śpiewaniu karaoke (tak to też nasza tradycja!) nagle wszyscy zaczęli śpiewać
'sto lat'. Tak na prawdę myślałam, że to z okazji z tego ze dzień później jeden z wujków miał mieć urodziny
i dlatego. Jednak nie. Wszyscy zaśpiewali 'sto lat' właśnie mi. To przeżycie.. jest nie do opisania! To było
wzruszające, a zarazem wspaniale. Kiedy czujesz się aby małym okruszkiem w całej tej całości, myślisz,
że nie znaczysz jakoś wiele. A wtedy dowiadujesz się, że bez Ciebie tej całości po prostu nie ma. Jesteś
jej niepowtarzalną częścią i tego nie da się w żaden sposób zmienić, bo Twoja obecność w tej całości, jest
po prostu niezbędna. Jakkolwiek chaotycznie to napisałam, tak jest. I uwierzcie mi, to cudowne uczucie i
każdemu z Was życzę z całego serca takiego doświadczenia. Uwielbiam niespodzianki, ale takiej... w życiu bym
się nie spodziewała! Wiedzcie o tym, że nawet jak tego nie czujecie, że jesteście potrzebni w swoim otoczeniu,
bo myślicie że nikt nie zwraca na was uwagi i (niestety czasami takie myśli wpływają nam do glowy) nic by
się nie stało jakby nas zabrakło, bo to wszystko nadal by trwało co jest w okół nas - mylicie się, mylimy się
wszyscy, bo ja również miałam takie myśli. Dlatego, takie 'małe rzeczy' - a cieszą! I żyjmy takimi chwilami.
Tymi właśnie małymi rzeczami, bo one mogą po czasie okazać się wielkie! 


I z tym zostawiam was w dzisiejszym poście, a ja czerpiąc chwilę wolnego lecę pracowac nad kolejnym
postem  - tak, będzie niebawem! Czekajcie z niecierpliwością :) 

saluuuuuuuuuuuut

~ Wasza Jullieu

środa, 1 czerwca 2016

Kwiatonators

Hejka! Posta nie było długo, więc postanowiłam coś dodać. Jak już zauważyliście będę coś mówić na temat raczej znanemu
wśród polskich nastolatków fandomu "Kwiatonators". Oczywiście dla kogoś kto nie wie co to znaczy, już
wyjaśniam - fani Dawida Kwiatkowskiego. Czy należę do nich? Nie. Teraz pomyślicie, więc po co o tym pisze, skoro
nie należę do jego fanów? Otóż miałam przyjemność - tak, mogę tak to ująć, być na jego koncercie w swoim mieście.
Z przyjaciółką właściwie do roku śmiałyśmy się i życzyłyśmy sobie na urodziny "wspólnego koncertu Kwiatka" 
i tak oto miałyśmy możliwośc pojawienia się na nim. Wszystko załatwił to nam tata Domi, za co bardzo dziękuję! <3
Początkowo stałyśmy pół godziny przed występem przed klubem gdzie miał się odbyć koncert. Mnóstwo fanek,
rodziców, gdyż osoby nie mające 13 lat musiały przyjść z rodzicami. I co dalej? Po wejściu do klubu otrzymałyśmy opaski
gdyż nie posiadałyśmy biletów, na których zostałaby przyciśnięta pieczątka z kolorem. O co chodzi z tymi kolorami?
Na koncertach Dawida od (chyba) tej trasy koncertowej istnieje możliwość zdjęcia wspólnego z wokalistą. 
Lecz ten 'przywilej' mają te osoby, których kolor pieczątek jakie otrzymały będzie widniał na koniec koncertu
na 'koronie' - charakterystycznym znaku tejże trasy koncertowej. Jak koncert? Świetnie. Byłam pod wielkim wrażeniem
występu jak i pewnego zachowania fandomu (że się tak wyrażę). Otóż wiele dziewczyn powyjmowało karteczki
i podawało innym osobom z napisem "Kwiatek <3" bądź co pamiętam "obiecaliśmy, to jesteśmy" i "dziękujemy że jesteś" i
coś tego typu podobne :) Dziewczyny krzyczały podając karteczki "robimy akcję" za bardzo nie wiedziałam o co
chodzi, więc tylko się przyglądałam. Po skończonej piosence Dawid powiedział z uśmiechem "przecież obiecałem, 
to jestem". Możecie mi wierzyć bądź nie, lecz na jego koncercie czułam się jakbym spotkała się z kimś, kogo
bardzo długo nie widziałam. Kolegę, bądź przyjaciele. Kogoś kogo bardzo dobrze znałam. Obserwuję Dawida 
jak jeszcze miał photobloga, on sam jak był w gimnazjum i dodawał na niego zdjęcia i posty opisujące jego
życie, refleksje na jakiś temat. Stąd te moje odczucie. :) Koncert nie był tylko i wyłącznie na zasadzie "piosenki zaśpiewane
i do domu". Dawid miał kontakt z publicznością, często coś mówił, opowiadał o piosence którą za chwilę zaśpiewa.
To było coś nie do opisania...Wspaniałe! Na końcu z racji z tego, że posiadałyśmy opaski mogłyśmy
 podejść do ścianki i ustawić się do zdjęcia z Dawidem. Po pokazaniu koloru.. bodajże był to 
fioletowy, pojawiły się łzy szczęścia ale i smutku. Wiem - ktoś może pomyśleć, skoro nie jesteś jego 
fanką to po co poszłaś do zdjęcia i przez to nie dałaś możliwości komuś innemu, kto jest jego fanem.
Byłam na koncercie na innych zasadach z przyjaciółką niż pozostali, więc nie miałam ingerencji w to,
kto będzie mógł ustawić się do zdjęcia. A dodatkowo, osoby wychodzące z sali po zrobieniu zdjęcia widziały, że wiele osób prosiło o pożyczenie biletu gdzie była pieczątka aby wejść i zrobić sobie z nim zdjęcie.
Więc zawsze jest wyjście z sytuacji! :) Także polecam komuś, kto miałby możliwość być na jego
koncercie i choć
trochę zwrócił na niego uwagę i nie powtarza w kółko "idol tylko dla 13-latek". Jest takim samym wokalistą
co inni, nie każdemu jego muzyka musi się podobać i nie każdy musi tego słuchać. Tymczasem ja wracam do
lekcji i mam nadzieję, że pojawię się tu niedługo, nie jak teraz, że po 1,5 miesiąca! I oczywiście pozdrawiam
jednego z moich czytelników który często w szkole domaga się postów, haha XD 

SALUT



















poniedziałek, 18 kwietnia 2016

NOWA JA

"Witajcie kochani!" ~ jak mówi większość osób posiadających wielkie grono obserwatorów na snapie.
Dawno już mnie tutaj nie było. I właściwie.. mam wam tyle do opowiedzenia! Oczywiście bez skomplikowanych szczegółów.
Moje życie bardzo się zmieniło, mogę powiedzieć, ze o 180 stopni większość się zmieniło, zmieniło się moje
otoczenie, nowe osoby, wiele nowych doświadczeń tych pozytywnych i złych, przykrych i oczywiście jak
wskazuje tytuł: Nowa Ja. Od mojego ostatniego posta tutaj mogę oznajmić  że wiele się zmieniło. Na pewno moje
podejście do wielu kwestii oraz osób zmieniło się. Jaka jestem? Na pewno silniejsza z większym bagażem
doświadczeń i większą siłą aby zmienić ten świat! Bo przecież na tym mi zależy! :) Nie zmieniłam się całkowicie,
bo nadal jestem tą Julią która było rok temu, lecz moje aktualne podejście do wielu rzeczy jest inne, co może
dziwić wiele osób które znały mnie przedtem. To nie zmiana na gorsze, to zmiana na lepsze. To co niszczyło mnie
wcześniej, teraz się kompletnie zmieniło. A czemu? Skąd ta zmiana? Wielki wpływ na to ma wszystko to
co robiłam przez ten czas mojej nieobecności (jako, ze tutaj). Poznałam bliżej nowych ludzi z którymi jakiś
czas temu mało rozmawiałam i na pewno nie byłam w takiej relacji w jakiej jestem teraz. Jak mogę to podsumować?
Nigdy nie wiecie co ma dla nas los, nie wiecie z kim będziecie spotykać się za rok, dwa, a może patrząc bliżej -
- za miesiąc. Tego nie da się przewidzieć, uwierzcie mi. Nadal jestem osobą która troszeczkę próbuje coś przewidzieć
odbiega w przyszłość i próbuje planować "co by było gdyby tak się stało.." ale po co? To wszystko zależy ode mnie
jak i od sytuacji oraz osób w której dzieje się dana sprawa. Nie uważam, że nic nie można przewidzieć, ale
wiem, że wszystkiego nie przewidzisz. A najgorsze, powtarzam.. najgorsze jest to jak się nastawisz, zaplanujesz,
a wyjdzie kompletnie inaczej. Co wtedy? Zawiedzenie się, złość, żal... początkowo do sytuacji która miała miejsce
lub do osoby. Później jednak dochodzisz do wniosku, że to nie jest wina tej sytuacji, że nie stało się jak Ty chcesz,
tylko właśnie Twoja.. bo przecież, czy ktoś Ci powiedział, ze tak na sto pro będzie? Nie. Także ważna sprawa -
- nie nastawiaj się, nie obiecuj sobie za dużo jak ma się stać, bo możesz się ostro przejechać. 

Co u mnie? Mam osiemnaście lat, miałam świetną imprezę wraz z koleżankami które spędziłam w większym
gronie od swojego + oczywiście znajomi moich koleżanek. Ta impreza nie tylko sprawiła, że świetnie się bawiłam,
ale również dotarło do mnie to, co czuję do wielu osób, to że mogę na nich polegać, to, że są dla mnie bardzo ważni.
Również zauważyłam to, jak innym zależy na mnie, między innymi mogę przytoczyć sytuację, kiedy poszło mi
oczko w trzeciej parze rajstop na imprezie i wiele koleżanek zaproponowało, że zdejmie swoje żeby mi nie było źle.
Był wtedy śmiech przez kilka łez, bo wiadomo oczko w rajstopach to nie koniec świata! To był zdecydowanie mój dzień!
Zdjęcia z imprezy wstawię może niebawem, może w jeszcze dalszych postach, gdzie opowiem wam więcej, bo
mimo upływu czasu, pamiętam wszystko (tak XD). 

Co z robieniem zdjęć? No właśnie.. 2 październik to była jedna z moich ostatnich sesji, nie licze tu robienia zdjęć
podczas świąt oraz zajęć w szkole. Nie jest mi z tym dobrze, zawsze wszystko składam na brak czasu, bo
faktycznie za dużo go nie mam. Tak, chciałabym wydłużyć dobę o kilka godzin, i wielka szkoda, że tak zrobić
nie mogę :( Mój dom, a właściwie dwa czyli tam gdzie są moi rodzice oraz Olsztyn często prowadzi do tego,
że wiele kwestii ja sama muszę ogarnąć. Wrócić do domu, ogarnąć lekcje, spędzić czas z rodziną, czas wolny. 
I żeby zorganizować sesję muszę ogarnąć sobie wszystko "na zaś", żeby mieć dopięte na ostatni guzik, ale
jak już wspomniałam - Julia, wszystkiego na sto pro nie zaplanujesz, więc zluzuj! :D Wiem, ze mam w okół
siebie wiele wspaniałych i utalentowanych oraz przede wszystkim pełnych zapału do pracy i pomysłów modelek
i skorzystam z tego, bądźcie cierpliwi! Bo wraca Jullieu z aparatem!

Wiecie czego chcę? Jeśli chcecie bądźcie tu ze mną i trzymajcie za mnie kciuki w dalszej pracy ze wszystkim
co się u mnie dzieje. To na prawdę bardzo mi pomoże! Także, trzymajcie się i nie nastawiajcie się! :)

Kiedyś pod postami było "saluuuuut", a teraz? :)