Like

niedziela, 9 października 2016

PRAWO JAZDY

Prawo jazdy, co, gdzie, jak i dlaczego?
W tym poście chciałabym  wam opowiedzieć o swoim kursie na prawo jazdy. Uczuciach przed jak i po. 
Bardzo się zastanawiałam gdzie zrobić prawo jazdy. Z racji z tego że często wracam do domu na weekend
zamysł jeden byl taki żebym zrobiła prawko w Mławie. Niestety logicznie myśląc jakby dobrze poszlo,
jeździłabym piątek - sobota - niedziela. Oczywiście przy dobrym zorganizowaniu swoim i swojego instruktora. 
Autobusy do Olsztyna miałam jakie miałam więc jazdy musiały odbywać się jeszcze w niedzielę w południe,
a czy dużo ludzi jest takich aby poświęcić ten czas nie dla rodziny a na prace i jazdę z kursantem? Tak, wiem.
Jest dużo szkół w których można jeździć w niedziele, jednak pewnie nie zdarzało by sie często. Wiem, ze teraz mówię
o tym z przekonaniem, bo już jest po wszystkim i wiem, że ten kurs w Mławie niekoniecznie by mi wypalił,
jako że nie zrobiłabym go szybciej niż kilkanaście tygodni. Myślałam również o wakacjach, wtedy kiedy jestem
w domu jednak chciałam zrobić kurs szybciej i w inny sposób ogarnąć sobie wakacje. Więc wszystko uzgodnione -
- szkoła w Olsztynie, gdyż spędzam tam większą część tygodnia i lepiej będzie mi to wszystko zgrać. Wybór
szkoły był trudnym wyborem. Kwota za kurs wszędzie wynosi mniej więcej tak samo, więc chodziło mi 
bardziej o to jak wyglądają wykłady, jazdy i po prostu wiadomo - dużo świadczy o zdawalności kursantów
w danej szkole. Sprawdzałam opinie w internecie, wiele recenzji (na koniec roku kalendarzowego dowiedziałam
się, że zliczają to za którym razem zdał kursant z danej szkoły i wszystko jest pokazane w statystykach). 
Tak więc wybrałam wiele szkół, chodziłam osobiście dopytywałam się jak to wszystko w danej szkole wygląda.
Pomyślicie "Po co?" skoro wszędzie niby jest tak samo. Jednak nie, co szkoła to inne zwyczaje i inaczej
moim zdaniem z rozmów w biurach jak i telefonicznych wygląda. Moi znajomi będący w trakcie kursu, lub
już po polecali bądź nie wiele szkół, jednak ja wybrałam kompletnie inną. Zaryzykowałam, w końcu wszędzie
nauczą mnie jeździć, więc chciałam pójść do innej i zobaczyć jak tam jest, bo jednak pewną renomę jednak miała.
Więc nie była to jakaś byle jaka szkoła. Miałam do wyboru opcję albo z wykładami, lub z e-learning'iem.
Wybrałam opcję z wykładami, gdyż z opinii znajomych dowiedziałam się, że po części warto chodzić, gdyż 
można się wiele nowych rzeczy dowiedzieć i zapamiętać w przyszłości. I powiem wam szczerze, bez żadnych
złotych gór polanych miodem i mlekiem XD wykłady czasami były męczące dla mnie. Trwały 3 godziny,
ja byłam zmęczona po szkole, więc kolejne godziny siedzenia na tyłu mnie męczyły. A jak jesteś zmęczony to
wszystko Ci może nie odpowiadać - wiadomo :D Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które faktycznie 
utkwiły mi w pamięci i pamiętam je do teraz. Wykłady jak to wykłady, czasami nudzące, jednak wykładowca
wprowadzał pewne 'przerywniki' w których opowiadał coś ze swojego doświadczenia. Na mój kurs, jako że
wykłady uczęszczali również ludzie zdający na inną kategorię niż B więc oni również ze swojego doświadczenia
mówili o różnych sytuacjach jakie mają miejsca na drodze i jak zachowują się inni (tak to fachowo brzmi) 
'uczestnicy ruchu drogowego'. Kończąc wykłady trochę było żal, że już nie posłucham tych sytuacji 'z życia
kierowcy', jednak czas był na jazdy. Ale! Ostatnim moim wykładem, był wykład z pierwszej pomocy z ratownikiem.
Wiele opinii również na ten temat slyszałam w wielu szkołach, że różnie to bywa. Ja miałam bardzo ciekawe
te zajęcia. Ratownik mówil o przepisach, ale nie był typowym służbistą, potrafił trafić swoją rozmową jak i
poczuciem humoru jaki dodawał do każdego który był na sali. 
Dalej o jazdach! Bo na to każdy czeka idąc na prawko! :D 
Byłam trochę zestresowana, gdyż pierwsza jazda... Ale instruktor okazał się bardzo miły. Chwilę rozmawialiśmy
o sobie, żeby trochę się poznać, nie mówię, że powiedzieliśmy sobie cały życiorys, ale ogólnie gdzie się
uczę i może jakie plany na przyszłość? Ale to tyle o krótkiej zapoznawczej rozmowie na pierwszej lekcji :D
Pojechaliśmy na placyk. Instruktor wytłumaczył mi jak będą wyglądać nasze zajęcia i o podstawach początkach
jazdy. Pojeździłam po placyku na 1 i 2 biegu, do przodu do tyły, skręcając przy używaniu 'mrygaczy'.
 To było na tyle. Znajomi mówili mi, ze jak instruktor zobaczy że już ogarniasz jazdę, to do szkoły TY
kierujesz jazdę. Jak to usłyszałam pomyślałam, że to może być coś! Jednak będąc wtedy na pierwszej jeździe
po prostu o tym zapomniałam, skupiłam się na tym co robiłam i o niczym innym nie myślałam. Kiedy prawie
zbliżał się koniec jazd i trzeba było już wracać do szkoły instruktor zaproponował mi czy nie chcę wracać.
W tamtym momencie byłam szczęśliwa lecz zmieszana - czy dam radę? czy sobie poradze? Miałam wątpliwości,
ale z racji z tego, że lubię ryzyko podjęłam się tego!
Pomyślicie, po co piszę o pierwszej jeździe? Dlatego, że moja była bardzo zaskakująca. Jeszcze
przed wyjazdem z placyku instruktor zauważył, że coś jest nie tak z jedną oponą, po opatrzeniu -
- kapeć. I co tu robić? Ja już szczęśliwa z powodu powrotu a tu się okazuje, że plany się zmieniły.
Placyk mojej szkoły był w dzielnicy przemysłowej na której co drugi zakład to albo fabryka albo warsztat
samochodowy. Było już po 17 także część była już pozamykana ale udało nam się  znaleźć taki gdzie mogliśmy
zreperować oponę. Tak właściwie nic nie robiłam wtedy, kiedy instruktor poszedł, miałam za zadanie pilnować
auta także nie przyczyniłam się za dużo do uratowania opony :D Myślałam, że po zmianie opony z
 racji z tego że instruktor miał kolejną  jazdę, on wróci żeby było szybciej i sprawniej, jednak...
Ponownie zaproponował mi żebym jechała to pomyślałam - OK! Jak to na początku bywało, zgasło mi
auto, stres, zakłopotanie, chcesz wszystko zrobić jak najszybciej ale nie da rady. Jednak szybko się
rozkręciłam. Uwielbiałam jeździć co również teraz uwielbiam :D

Jak egzamin?
O teoretycznym nie powiem, bo właściwie.. co tu mowić. Moja rada - rozwiązywać testy testy i jeszcze
raz TESTY, gdyż mi połowa pytań trafiła się identycznych na  egzaminie. A co do jazdy..
Nie powiedziałam nikomu o tym, że zdaję, nie chciałam dostawać wiadomości "powodzenia" i
innych takiego typu, chciałam zobaczyć jak sobie poradzę sama z tak ważnym egzaminem, na którym
nikt nie będzie trzymał mnie za rękę i nie da 'kopa na szczęście'. Był to ostatni tydzień czerwca, kiedy
nikt nie chodził praktycznie do szkoły także znajomi niczego się nie domyślili :D
Czekałam na swoją kolej już na placyku, a dokładniej w budynku obok. Próbowalam się czymś zająć,
jednak czym? Czytać książkę? Jest możliwość, że skupię się na czytaniu i nie usłyszę jak mnie wyczytują,
bądź nie skupię się na czytaniu więc po co. Telefon wyciszyłam, włączyłam tryb samolotowy, żeby nic ani nikt
mi nie przeszkadzał pisząc coś do mnie. Skupiłam się na samochodzie którym chciałabym jeździć. To mnie
uspokajało jak upatrzyłam sobie swój cel. Pewnie szczęściem by było jakby to się spełniło, prawda?
Jednak się nie spełniło ale jechałam mało oznakowanym "egzaminem" i kolor był ten sam jaki chciałam..
także nie było aż tak źle :D Szczerze mówiąc, na egzaminie byłam najbardziej skupiona ze wszystkich moich
jazd. Na jazdach zawsze słuchałam muzyki, rozmawiałam z instrktorem, byl ktoś obok przy kim czułam
się pewnie, bo wiem, ze poprawiłaby mnie gdybym zrobiła/miała zrobić coś nie tak. Więc wtedy na egzaminie
musiałam być sama, bez nikogo. Patrząc po trasie którą jechałam, lekko nie miałam, ale dalam radę!
Stres był kiedy egzaminator zapytał się po prostu gdzie się uczę i tyle - pewnie większość osób miała
jakąś krótką luźną rozmowę na egzaminie. Wtedy musisz skupić się na jeździe i dodatkowo - coś
odpowiadać. Nie w trakcie jazdy, jednak jak stałam i czekałam na światłach, akurat przed podobno
największym rondem - największą zgrozą w Olsztynie, ale.... dałam radę! Na sam koniec egzaminu
instruktor zapytał jak bym oceniła swoją jazdę i tu w ciągu pięciu sekund miałam tysiąc myśli pod
tytułem "być skromna czy powiedzieć prawdę" haha, tak! Więc moja odpowiedź brzmiała "bardzo dobrze
mi się jeździło". Wtedy instruktor powiedział, że zdałam i pogratulował mi. Koniec! W drodze do wyjścia
krótko jeszcze porozmawiałam z egzaminatorem i podzwoniłam po wszystkich najbliższych, zdałam! :)
Większość wakacji byłam w domu także chcialam jak najwięcej jeździć i tak było. Teraz już trochę mniej,
ale jak jestem to tylko z tego jak najwięcej korzystam :)


Więc.. jeśli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, bądź dopytać się o coś bardziej co napisałam to
śmiało piszcie! Oraz jeśli sami macie jakieś przygody z kursem na prawko bądź z egzaminu to też piszcie w
komentarzach! :)


miałam zdjęcie wymiany koła, aczkolwiek zaginęło w akcji :(



"zdjęcie nieidealne na insta"



SALUT

PS: chciałabym bardzo pozdrowić pewnego czytelnika! :)

niedziela, 4 września 2016

"To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, do dopiero koniec początku"

Hejka! 
Jak już sami zauważyliście, na blogu praktycznie mnie nie ma. Kiedyś posty pojawiały się częściej, wypełnione
mnóstwem zdjęć i opisów, jednak teraz już tego po prostu nie ma. Czemu? Właściwie sama nie wiem.
Trudno się przyznać, ale zawsze jest coś, wiem, dużo ludzi posiada blogerów i są w tym systematyczni, nie to
co ja teraz. Jednak zawsze jest coś, a to mało zdjęć, a to o czym tu napisać. Przykro pisząc, może nie wiem 
sama co by was tutaj zaciekawiło, czy wątki z mojego życia, przeżyć, to gdzie byłam, co zobaczyłam i czego
doświadczyłam, czy coś "z innej beczki". Mam wiele pomysłów aczkolwiek nie wiem czy uda mi się je zrealizować,
lecz! Będę się bardzo starała, gdyż myślę, że to może być ciekawe :D Co u mnie? 4 wrzesień 2016, a ja
w klasie maturalnej. To tak poważnie brzmi! Prawda? :D Pamiętam to jak wczoraj jak kończyłam gimnazjum
i powtarzałam treść swojego przemówienia "To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, do dopiero
koniec początku". Tak, teraz mogę śmialo zgodzić się z tymi słowami, gdyż po ponad dwóch latach widzę
różnicę. Różnicę wynikającą z mojego aktualnego trybu życia, różnicę między gimnazjum a moim liceum. 
Z czasem wszystko, jakiekolwiek sytuacje każdy z nas widzi już inaczej. Bez emocji, wielkich uniesień,
bo wszystko to to już jest przeszłość, to już jest za mną. Jedno wiem, że zmieniłam się. Zmieniłam się, na lepsze
dzięki swoim najbliższym (rodzinie) w których mam ogromne wsparcie. Nie mówię tu tylko o rodzicach, ale
autentycznie w całej rodzinie mam ogromne wsparcie i wszyscy trzymają za mnie kciuki i wierzą we mnie.
Nie mówię o tym żeby się chwalić, lecz sama jestem pod wielkim wrażeniem swojej więzi ze swoją rodziną. 
Zawsze byłam "tą najmłodszą" z którą fajnie było bawić się tak kiedy była mała, jak "młodsza siostra".
Mam dużo kuzynów, z czasem nasz kontakt przybierał różne oblicza. Ale ten rok, jak i poprzedni pokazał mi
jak to teraz na prawdę wygląda. Mianowicie moje urodziny były w lutym. Ten kto pamięta, bądź nie (wierzę,
że mam nowych czytelników dla których ten post jest pierwszym bądź jednym z pierwszych) co roku całą
rodziną spotykamy się na zjeździe rodzinnym, to nasza tradycja. W tym roku obchodziłam swoje osiemnaste urodziny
i jak wspominałam miałam je w lutym. Niestety okoliczności nie pozwoliły żebyśmy calą rodziną spotkali się wtedy.
Jednak spotkaliśmy się w te wakacje. Ja o swoich urodzinach zapomniałam, w końcu były już parę miesięcy temu.
Podczas rodzinnego spotkania, 'gryla' i wspólnym śpiewaniu karaoke (tak to też nasza tradycja!) nagle wszyscy zaczęli śpiewać
'sto lat'. Tak na prawdę myślałam, że to z okazji z tego ze dzień później jeden z wujków miał mieć urodziny
i dlatego. Jednak nie. Wszyscy zaśpiewali 'sto lat' właśnie mi. To przeżycie.. jest nie do opisania! To było
wzruszające, a zarazem wspaniale. Kiedy czujesz się aby małym okruszkiem w całej tej całości, myślisz,
że nie znaczysz jakoś wiele. A wtedy dowiadujesz się, że bez Ciebie tej całości po prostu nie ma. Jesteś
jej niepowtarzalną częścią i tego nie da się w żaden sposób zmienić, bo Twoja obecność w tej całości, jest
po prostu niezbędna. Jakkolwiek chaotycznie to napisałam, tak jest. I uwierzcie mi, to cudowne uczucie i
każdemu z Was życzę z całego serca takiego doświadczenia. Uwielbiam niespodzianki, ale takiej... w życiu bym
się nie spodziewała! Wiedzcie o tym, że nawet jak tego nie czujecie, że jesteście potrzebni w swoim otoczeniu,
bo myślicie że nikt nie zwraca na was uwagi i (niestety czasami takie myśli wpływają nam do glowy) nic by
się nie stało jakby nas zabrakło, bo to wszystko nadal by trwało co jest w okół nas - mylicie się, mylimy się
wszyscy, bo ja również miałam takie myśli. Dlatego, takie 'małe rzeczy' - a cieszą! I żyjmy takimi chwilami.
Tymi właśnie małymi rzeczami, bo one mogą po czasie okazać się wielkie! 


I z tym zostawiam was w dzisiejszym poście, a ja czerpiąc chwilę wolnego lecę pracowac nad kolejnym
postem  - tak, będzie niebawem! Czekajcie z niecierpliwością :) 

saluuuuuuuuuuuut

~ Wasza Jullieu

środa, 1 czerwca 2016

Kwiatonators

Hejka! Posta nie było długo, więc postanowiłam coś dodać. Jak już zauważyliście będę coś mówić na temat raczej znanemu
wśród polskich nastolatków fandomu "Kwiatonators". Oczywiście dla kogoś kto nie wie co to znaczy, już
wyjaśniam - fani Dawida Kwiatkowskiego. Czy należę do nich? Nie. Teraz pomyślicie, więc po co o tym pisze, skoro
nie należę do jego fanów? Otóż miałam przyjemność - tak, mogę tak to ująć, być na jego koncercie w swoim mieście.
Z przyjaciółką właściwie do roku śmiałyśmy się i życzyłyśmy sobie na urodziny "wspólnego koncertu Kwiatka" 
i tak oto miałyśmy możliwośc pojawienia się na nim. Wszystko załatwił to nam tata Domi, za co bardzo dziękuję! <3
Początkowo stałyśmy pół godziny przed występem przed klubem gdzie miał się odbyć koncert. Mnóstwo fanek,
rodziców, gdyż osoby nie mające 13 lat musiały przyjść z rodzicami. I co dalej? Po wejściu do klubu otrzymałyśmy opaski
gdyż nie posiadałyśmy biletów, na których zostałaby przyciśnięta pieczątka z kolorem. O co chodzi z tymi kolorami?
Na koncertach Dawida od (chyba) tej trasy koncertowej istnieje możliwość zdjęcia wspólnego z wokalistą. 
Lecz ten 'przywilej' mają te osoby, których kolor pieczątek jakie otrzymały będzie widniał na koniec koncertu
na 'koronie' - charakterystycznym znaku tejże trasy koncertowej. Jak koncert? Świetnie. Byłam pod wielkim wrażeniem
występu jak i pewnego zachowania fandomu (że się tak wyrażę). Otóż wiele dziewczyn powyjmowało karteczki
i podawało innym osobom z napisem "Kwiatek <3" bądź co pamiętam "obiecaliśmy, to jesteśmy" i "dziękujemy że jesteś" i
coś tego typu podobne :) Dziewczyny krzyczały podając karteczki "robimy akcję" za bardzo nie wiedziałam o co
chodzi, więc tylko się przyglądałam. Po skończonej piosence Dawid powiedział z uśmiechem "przecież obiecałem, 
to jestem". Możecie mi wierzyć bądź nie, lecz na jego koncercie czułam się jakbym spotkała się z kimś, kogo
bardzo długo nie widziałam. Kolegę, bądź przyjaciele. Kogoś kogo bardzo dobrze znałam. Obserwuję Dawida 
jak jeszcze miał photobloga, on sam jak był w gimnazjum i dodawał na niego zdjęcia i posty opisujące jego
życie, refleksje na jakiś temat. Stąd te moje odczucie. :) Koncert nie był tylko i wyłącznie na zasadzie "piosenki zaśpiewane
i do domu". Dawid miał kontakt z publicznością, często coś mówił, opowiadał o piosence którą za chwilę zaśpiewa.
To było coś nie do opisania...Wspaniałe! Na końcu z racji z tego, że posiadałyśmy opaski mogłyśmy
 podejść do ścianki i ustawić się do zdjęcia z Dawidem. Po pokazaniu koloru.. bodajże był to 
fioletowy, pojawiły się łzy szczęścia ale i smutku. Wiem - ktoś może pomyśleć, skoro nie jesteś jego 
fanką to po co poszłaś do zdjęcia i przez to nie dałaś możliwości komuś innemu, kto jest jego fanem.
Byłam na koncercie na innych zasadach z przyjaciółką niż pozostali, więc nie miałam ingerencji w to,
kto będzie mógł ustawić się do zdjęcia. A dodatkowo, osoby wychodzące z sali po zrobieniu zdjęcia widziały, że wiele osób prosiło o pożyczenie biletu gdzie była pieczątka aby wejść i zrobić sobie z nim zdjęcie.
Więc zawsze jest wyjście z sytuacji! :) Także polecam komuś, kto miałby możliwość być na jego
koncercie i choć
trochę zwrócił na niego uwagę i nie powtarza w kółko "idol tylko dla 13-latek". Jest takim samym wokalistą
co inni, nie każdemu jego muzyka musi się podobać i nie każdy musi tego słuchać. Tymczasem ja wracam do
lekcji i mam nadzieję, że pojawię się tu niedługo, nie jak teraz, że po 1,5 miesiąca! I oczywiście pozdrawiam
jednego z moich czytelników który często w szkole domaga się postów, haha XD 

SALUT



















poniedziałek, 18 kwietnia 2016

NOWA JA

"Witajcie kochani!" ~ jak mówi większość osób posiadających wielkie grono obserwatorów na snapie.
Dawno już mnie tutaj nie było. I właściwie.. mam wam tyle do opowiedzenia! Oczywiście bez skomplikowanych szczegółów.
Moje życie bardzo się zmieniło, mogę powiedzieć, ze o 180 stopni większość się zmieniło, zmieniło się moje
otoczenie, nowe osoby, wiele nowych doświadczeń tych pozytywnych i złych, przykrych i oczywiście jak
wskazuje tytuł: Nowa Ja. Od mojego ostatniego posta tutaj mogę oznajmić  że wiele się zmieniło. Na pewno moje
podejście do wielu kwestii oraz osób zmieniło się. Jaka jestem? Na pewno silniejsza z większym bagażem
doświadczeń i większą siłą aby zmienić ten świat! Bo przecież na tym mi zależy! :) Nie zmieniłam się całkowicie,
bo nadal jestem tą Julią która było rok temu, lecz moje aktualne podejście do wielu rzeczy jest inne, co może
dziwić wiele osób które znały mnie przedtem. To nie zmiana na gorsze, to zmiana na lepsze. To co niszczyło mnie
wcześniej, teraz się kompletnie zmieniło. A czemu? Skąd ta zmiana? Wielki wpływ na to ma wszystko to
co robiłam przez ten czas mojej nieobecności (jako, ze tutaj). Poznałam bliżej nowych ludzi z którymi jakiś
czas temu mało rozmawiałam i na pewno nie byłam w takiej relacji w jakiej jestem teraz. Jak mogę to podsumować?
Nigdy nie wiecie co ma dla nas los, nie wiecie z kim będziecie spotykać się za rok, dwa, a może patrząc bliżej -
- za miesiąc. Tego nie da się przewidzieć, uwierzcie mi. Nadal jestem osobą która troszeczkę próbuje coś przewidzieć
odbiega w przyszłość i próbuje planować "co by było gdyby tak się stało.." ale po co? To wszystko zależy ode mnie
jak i od sytuacji oraz osób w której dzieje się dana sprawa. Nie uważam, że nic nie można przewidzieć, ale
wiem, że wszystkiego nie przewidzisz. A najgorsze, powtarzam.. najgorsze jest to jak się nastawisz, zaplanujesz,
a wyjdzie kompletnie inaczej. Co wtedy? Zawiedzenie się, złość, żal... początkowo do sytuacji która miała miejsce
lub do osoby. Później jednak dochodzisz do wniosku, że to nie jest wina tej sytuacji, że nie stało się jak Ty chcesz,
tylko właśnie Twoja.. bo przecież, czy ktoś Ci powiedział, ze tak na sto pro będzie? Nie. Także ważna sprawa -
- nie nastawiaj się, nie obiecuj sobie za dużo jak ma się stać, bo możesz się ostro przejechać. 

Co u mnie? Mam osiemnaście lat, miałam świetną imprezę wraz z koleżankami które spędziłam w większym
gronie od swojego + oczywiście znajomi moich koleżanek. Ta impreza nie tylko sprawiła, że świetnie się bawiłam,
ale również dotarło do mnie to, co czuję do wielu osób, to że mogę na nich polegać, to, że są dla mnie bardzo ważni.
Również zauważyłam to, jak innym zależy na mnie, między innymi mogę przytoczyć sytuację, kiedy poszło mi
oczko w trzeciej parze rajstop na imprezie i wiele koleżanek zaproponowało, że zdejmie swoje żeby mi nie było źle.
Był wtedy śmiech przez kilka łez, bo wiadomo oczko w rajstopach to nie koniec świata! To był zdecydowanie mój dzień!
Zdjęcia z imprezy wstawię może niebawem, może w jeszcze dalszych postach, gdzie opowiem wam więcej, bo
mimo upływu czasu, pamiętam wszystko (tak XD). 

Co z robieniem zdjęć? No właśnie.. 2 październik to była jedna z moich ostatnich sesji, nie licze tu robienia zdjęć
podczas świąt oraz zajęć w szkole. Nie jest mi z tym dobrze, zawsze wszystko składam na brak czasu, bo
faktycznie za dużo go nie mam. Tak, chciałabym wydłużyć dobę o kilka godzin, i wielka szkoda, że tak zrobić
nie mogę :( Mój dom, a właściwie dwa czyli tam gdzie są moi rodzice oraz Olsztyn często prowadzi do tego,
że wiele kwestii ja sama muszę ogarnąć. Wrócić do domu, ogarnąć lekcje, spędzić czas z rodziną, czas wolny. 
I żeby zorganizować sesję muszę ogarnąć sobie wszystko "na zaś", żeby mieć dopięte na ostatni guzik, ale
jak już wspomniałam - Julia, wszystkiego na sto pro nie zaplanujesz, więc zluzuj! :D Wiem, ze mam w okół
siebie wiele wspaniałych i utalentowanych oraz przede wszystkim pełnych zapału do pracy i pomysłów modelek
i skorzystam z tego, bądźcie cierpliwi! Bo wraca Jullieu z aparatem!

Wiecie czego chcę? Jeśli chcecie bądźcie tu ze mną i trzymajcie za mnie kciuki w dalszej pracy ze wszystkim
co się u mnie dzieje. To na prawdę bardzo mi pomoże! Także, trzymajcie się i nie nastawiajcie się! :)

Kiedyś pod postami było "saluuuuut", a teraz? :)