Like

niedziela, 9 października 2016

PRAWO JAZDY

Prawo jazdy, co, gdzie, jak i dlaczego?
W tym poście chciałabym  wam opowiedzieć o swoim kursie na prawo jazdy. Uczuciach przed jak i po. 
Bardzo się zastanawiałam gdzie zrobić prawo jazdy. Z racji z tego że często wracam do domu na weekend
zamysł jeden byl taki żebym zrobiła prawko w Mławie. Niestety logicznie myśląc jakby dobrze poszlo,
jeździłabym piątek - sobota - niedziela. Oczywiście przy dobrym zorganizowaniu swoim i swojego instruktora. 
Autobusy do Olsztyna miałam jakie miałam więc jazdy musiały odbywać się jeszcze w niedzielę w południe,
a czy dużo ludzi jest takich aby poświęcić ten czas nie dla rodziny a na prace i jazdę z kursantem? Tak, wiem.
Jest dużo szkół w których można jeździć w niedziele, jednak pewnie nie zdarzało by sie często. Wiem, ze teraz mówię
o tym z przekonaniem, bo już jest po wszystkim i wiem, że ten kurs w Mławie niekoniecznie by mi wypalił,
jako że nie zrobiłabym go szybciej niż kilkanaście tygodni. Myślałam również o wakacjach, wtedy kiedy jestem
w domu jednak chciałam zrobić kurs szybciej i w inny sposób ogarnąć sobie wakacje. Więc wszystko uzgodnione -
- szkoła w Olsztynie, gdyż spędzam tam większą część tygodnia i lepiej będzie mi to wszystko zgrać. Wybór
szkoły był trudnym wyborem. Kwota za kurs wszędzie wynosi mniej więcej tak samo, więc chodziło mi 
bardziej o to jak wyglądają wykłady, jazdy i po prostu wiadomo - dużo świadczy o zdawalności kursantów
w danej szkole. Sprawdzałam opinie w internecie, wiele recenzji (na koniec roku kalendarzowego dowiedziałam
się, że zliczają to za którym razem zdał kursant z danej szkoły i wszystko jest pokazane w statystykach). 
Tak więc wybrałam wiele szkół, chodziłam osobiście dopytywałam się jak to wszystko w danej szkole wygląda.
Pomyślicie "Po co?" skoro wszędzie niby jest tak samo. Jednak nie, co szkoła to inne zwyczaje i inaczej
moim zdaniem z rozmów w biurach jak i telefonicznych wygląda. Moi znajomi będący w trakcie kursu, lub
już po polecali bądź nie wiele szkół, jednak ja wybrałam kompletnie inną. Zaryzykowałam, w końcu wszędzie
nauczą mnie jeździć, więc chciałam pójść do innej i zobaczyć jak tam jest, bo jednak pewną renomę jednak miała.
Więc nie była to jakaś byle jaka szkoła. Miałam do wyboru opcję albo z wykładami, lub z e-learning'iem.
Wybrałam opcję z wykładami, gdyż z opinii znajomych dowiedziałam się, że po części warto chodzić, gdyż 
można się wiele nowych rzeczy dowiedzieć i zapamiętać w przyszłości. I powiem wam szczerze, bez żadnych
złotych gór polanych miodem i mlekiem XD wykłady czasami były męczące dla mnie. Trwały 3 godziny,
ja byłam zmęczona po szkole, więc kolejne godziny siedzenia na tyłu mnie męczyły. A jak jesteś zmęczony to
wszystko Ci może nie odpowiadać - wiadomo :D Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które faktycznie 
utkwiły mi w pamięci i pamiętam je do teraz. Wykłady jak to wykłady, czasami nudzące, jednak wykładowca
wprowadzał pewne 'przerywniki' w których opowiadał coś ze swojego doświadczenia. Na mój kurs, jako że
wykłady uczęszczali również ludzie zdający na inną kategorię niż B więc oni również ze swojego doświadczenia
mówili o różnych sytuacjach jakie mają miejsca na drodze i jak zachowują się inni (tak to fachowo brzmi) 
'uczestnicy ruchu drogowego'. Kończąc wykłady trochę było żal, że już nie posłucham tych sytuacji 'z życia
kierowcy', jednak czas był na jazdy. Ale! Ostatnim moim wykładem, był wykład z pierwszej pomocy z ratownikiem.
Wiele opinii również na ten temat slyszałam w wielu szkołach, że różnie to bywa. Ja miałam bardzo ciekawe
te zajęcia. Ratownik mówil o przepisach, ale nie był typowym służbistą, potrafił trafić swoją rozmową jak i
poczuciem humoru jaki dodawał do każdego który był na sali. 
Dalej o jazdach! Bo na to każdy czeka idąc na prawko! :D 
Byłam trochę zestresowana, gdyż pierwsza jazda... Ale instruktor okazał się bardzo miły. Chwilę rozmawialiśmy
o sobie, żeby trochę się poznać, nie mówię, że powiedzieliśmy sobie cały życiorys, ale ogólnie gdzie się
uczę i może jakie plany na przyszłość? Ale to tyle o krótkiej zapoznawczej rozmowie na pierwszej lekcji :D
Pojechaliśmy na placyk. Instruktor wytłumaczył mi jak będą wyglądać nasze zajęcia i o podstawach początkach
jazdy. Pojeździłam po placyku na 1 i 2 biegu, do przodu do tyły, skręcając przy używaniu 'mrygaczy'.
 To było na tyle. Znajomi mówili mi, ze jak instruktor zobaczy że już ogarniasz jazdę, to do szkoły TY
kierujesz jazdę. Jak to usłyszałam pomyślałam, że to może być coś! Jednak będąc wtedy na pierwszej jeździe
po prostu o tym zapomniałam, skupiłam się na tym co robiłam i o niczym innym nie myślałam. Kiedy prawie
zbliżał się koniec jazd i trzeba było już wracać do szkoły instruktor zaproponował mi czy nie chcę wracać.
W tamtym momencie byłam szczęśliwa lecz zmieszana - czy dam radę? czy sobie poradze? Miałam wątpliwości,
ale z racji z tego, że lubię ryzyko podjęłam się tego!
Pomyślicie, po co piszę o pierwszej jeździe? Dlatego, że moja była bardzo zaskakująca. Jeszcze
przed wyjazdem z placyku instruktor zauważył, że coś jest nie tak z jedną oponą, po opatrzeniu -
- kapeć. I co tu robić? Ja już szczęśliwa z powodu powrotu a tu się okazuje, że plany się zmieniły.
Placyk mojej szkoły był w dzielnicy przemysłowej na której co drugi zakład to albo fabryka albo warsztat
samochodowy. Było już po 17 także część była już pozamykana ale udało nam się  znaleźć taki gdzie mogliśmy
zreperować oponę. Tak właściwie nic nie robiłam wtedy, kiedy instruktor poszedł, miałam za zadanie pilnować
auta także nie przyczyniłam się za dużo do uratowania opony :D Myślałam, że po zmianie opony z
 racji z tego że instruktor miał kolejną  jazdę, on wróci żeby było szybciej i sprawniej, jednak...
Ponownie zaproponował mi żebym jechała to pomyślałam - OK! Jak to na początku bywało, zgasło mi
auto, stres, zakłopotanie, chcesz wszystko zrobić jak najszybciej ale nie da rady. Jednak szybko się
rozkręciłam. Uwielbiałam jeździć co również teraz uwielbiam :D

Jak egzamin?
O teoretycznym nie powiem, bo właściwie.. co tu mowić. Moja rada - rozwiązywać testy testy i jeszcze
raz TESTY, gdyż mi połowa pytań trafiła się identycznych na  egzaminie. A co do jazdy..
Nie powiedziałam nikomu o tym, że zdaję, nie chciałam dostawać wiadomości "powodzenia" i
innych takiego typu, chciałam zobaczyć jak sobie poradzę sama z tak ważnym egzaminem, na którym
nikt nie będzie trzymał mnie za rękę i nie da 'kopa na szczęście'. Był to ostatni tydzień czerwca, kiedy
nikt nie chodził praktycznie do szkoły także znajomi niczego się nie domyślili :D
Czekałam na swoją kolej już na placyku, a dokładniej w budynku obok. Próbowalam się czymś zająć,
jednak czym? Czytać książkę? Jest możliwość, że skupię się na czytaniu i nie usłyszę jak mnie wyczytują,
bądź nie skupię się na czytaniu więc po co. Telefon wyciszyłam, włączyłam tryb samolotowy, żeby nic ani nikt
mi nie przeszkadzał pisząc coś do mnie. Skupiłam się na samochodzie którym chciałabym jeździć. To mnie
uspokajało jak upatrzyłam sobie swój cel. Pewnie szczęściem by było jakby to się spełniło, prawda?
Jednak się nie spełniło ale jechałam mało oznakowanym "egzaminem" i kolor był ten sam jaki chciałam..
także nie było aż tak źle :D Szczerze mówiąc, na egzaminie byłam najbardziej skupiona ze wszystkich moich
jazd. Na jazdach zawsze słuchałam muzyki, rozmawiałam z instrktorem, byl ktoś obok przy kim czułam
się pewnie, bo wiem, ze poprawiłaby mnie gdybym zrobiła/miała zrobić coś nie tak. Więc wtedy na egzaminie
musiałam być sama, bez nikogo. Patrząc po trasie którą jechałam, lekko nie miałam, ale dalam radę!
Stres był kiedy egzaminator zapytał się po prostu gdzie się uczę i tyle - pewnie większość osób miała
jakąś krótką luźną rozmowę na egzaminie. Wtedy musisz skupić się na jeździe i dodatkowo - coś
odpowiadać. Nie w trakcie jazdy, jednak jak stałam i czekałam na światłach, akurat przed podobno
największym rondem - największą zgrozą w Olsztynie, ale.... dałam radę! Na sam koniec egzaminu
instruktor zapytał jak bym oceniła swoją jazdę i tu w ciągu pięciu sekund miałam tysiąc myśli pod
tytułem "być skromna czy powiedzieć prawdę" haha, tak! Więc moja odpowiedź brzmiała "bardzo dobrze
mi się jeździło". Wtedy instruktor powiedział, że zdałam i pogratulował mi. Koniec! W drodze do wyjścia
krótko jeszcze porozmawiałam z egzaminatorem i podzwoniłam po wszystkich najbliższych, zdałam! :)
Większość wakacji byłam w domu także chcialam jak najwięcej jeździć i tak było. Teraz już trochę mniej,
ale jak jestem to tylko z tego jak najwięcej korzystam :)


Więc.. jeśli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, bądź dopytać się o coś bardziej co napisałam to
śmiało piszcie! Oraz jeśli sami macie jakieś przygody z kursem na prawko bądź z egzaminu to też piszcie w
komentarzach! :)


miałam zdjęcie wymiany koła, aczkolwiek zaginęło w akcji :(



"zdjęcie nieidealne na insta"



SALUT

PS: chciałabym bardzo pozdrowić pewnego czytelnika! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz motywuję do pisania i sprawia, że mam uśmiech na twarzy :)
Każdego odwiedzam rewanżując się również komentarzem.